NAPRAWY DACHU PO KUNACH
Kuna nie niszczy ocieplenia przypadkiem. Rozpycha i ubija wełnę mineralną, żeby zrobić sobie korytarze i komorę lęgową. Zostaje przegroda, która formalnie wciąż ma izolację, a w praktyce już nie izoluje.
Każdą naprawę zaczynamy od odwiertów inspekcyjnych — przy okapie, w środku skosu, pod kalenicą i w ściankach kolankowych. Dopiero one pokazują, ile materiału realnie zostało w przegrodzie, w jakim stanie jest membrana i czy doszło do skażenia. Bez tego wycena jest zgadywaniem, a zakres prac dobiera się pod cennik wykonawcy, nie pod dach..
Zakres wynika z tego, co pokażą odwierty. Gdy membrana pod pokryciem jest nienaruszona i nie ma śladów skażenia, pracujemy od wewnątrz: w poszyciu wykonujemy siatkę otworów — osobną dla każdej przestrzeni międzykrokwiowej, bo każda z nich jest zamkniętą komorą — i wdmuchujemy przez nie celulozę pod ciśnieniem, od okapu w stronę kalenicy. Dachówka zostaje na dachu, a pomieszczenia oddajemy wyszpachlowane i pomalowane. Gdy membrana jest uszkodzona albo materiał nasiąknął moczem, zdejmujemy pokrycie w tych miejscach, wynosimy i utylizujemy stary materiał, dezynfekujemy przestrzeń i naprawiamy membranę. Jedno i drugie robi ta sama ekipa, w jednym terminie.
W obu wariantach w przegrodę wchodzi sypka celuloza nasączona solami borowymi. Wełna jest sprężysta i trzyma kształt, więc da się w niej wygryźć korytarz i uformować komorę. W sypkiej celulozie korytarz zasypuje się sam, a sole borowe drażnią oczy i śluzówki zwierzęcia. Wdmuchiwanie kontrolujemy gęstością, a nie czasem pracy: 55–60 kg/m³ to warunek, żeby materiał nie osiadł i żeby po kilku latach nie powstała pusta szczelina pod kalenicą. Gęstość i grubość warstwy zapisujemy w protokole odbioru.
Wymianę materiału zawsze łączymy z zabezpieczeniem mechanicznym. Celuloza sprawia, że kuna nie zamieszka w izolacji, ale nie powstrzyma jej przed wejściem pod dach i uszkodzeniem membrany czy przewodów. Dlatego zamykamy wloty wentylacyjne siatkami oraz uszczelniamy okap, kalenicę i obróbki.
Naprawa po kunach robiona na skróty kosztuje mniej raz, a potem jeszcze raz. Nasza zaczyna się od sprawdzenia, co naprawdę jest w przegrodzie — i kończy dachem, do którego kuna nie ma po co wracać.